Wyjazd został zaplanowany na 8 stycznia- piątek , w ilości 12 rodzin. Część z nas wyruszyła dzień wcześniej. Trasa była w miarę możliwa , ale w sumie nikomu się nie spieszyło. W całym ośrodku , który znajdował się w Izbach kolo Krynicy Zdrój , czekały na nas apartamenty i wyczesana stadnina koni, która na prawdę zrobiła wrażenie (ponad 200 koni).
Gdy już dojechaliśmy i rozpakowaliśmy się po naszych wypasionych mieszkankach, zebraliśmy rodzinki i spotkaliśmy się w całym gronie. Miejsce przygotowane było niesamowicie. Wygodne kanapy , cieplutko, w poszczególnych pomieszczeniach sauna , jacuzzi a i dzieciaki miały frajdę na przyrządach do ćwiczenia.


Część męska także nie próżnowała , bo wiadomo, ze spotkanie miało także charakter „integracyjny”.


Napis na telewizorze : "LUDZIE HODOWANI DLA KRWI'
Drugi dzień czyli piątek był spokojny. Reszta załogi dojechała do nas. Zanim się zakwaterowali i oswoili z nowym miejscem był już wieczór, a wieczór był na prawdę gorący w dosłownym słowa znaczeniu, aczkolwiek grzeczny ponieważ w sobotę o 10 mieliśmy zaplanowana wyprawę quadową po okolicy. Podczas wieczornej biesiady zaowocowały nowe znajomości, wreszcie poznaliśmy żony, dzieci naszych kolegów.


Okazało się nawet , ze wśród nas mamy morsa (zapewniam ,że był trzeźwy , ale nie do końca).



Dodatkowa atrakcja było to, ze można było zrobić sobie zdjęcie za 5 zł z „misiem”. Oczywiście skorzystałem.

Atmosfera całkowicie wyluzowana , zaczęły się balety , plonsy i śpiewanie. Oczywiście bez strat też się nie obyło , ale na szczęście szybko naprawione.


Rano w sobotę wstaliśmy, śniadanko i o 10.00 zbiórka w umundurowaniu razem z quadami.

Przyjechał do nas także przewodnik (Mariusz) , który pokazał nam później , że sprzęt jest mało ważny , a ważne są umiejętności. Koleś na yamaszce chyba 250, robił takie rzeczy które zadziwiały nas na każdym kroku.

Na zdjęciu poniżej koleś potraktował swoją rolę poważnie. My się śmialiśmy , ale on nie .

Trasa ogólnie była bardzo ciekawa. Wąskie wąwozy , w których płynęła rzeczka. Drzewa , korzenie, ostre kamienie. Łatwo nie było. Pełen podziwu jestem dla naszego kolegi Adriano , który wraz z samymi przeprawówkami wybrał się ośką Suzuki LTR450. Zaskoczył wszystkich. Nie poddawał się, nie omijał żadnych niedogodnień.



Oprócz przeprawy nasz przewodnik dał nam możliwość wyszaleć się na terenie gdzie ma powstać tor crossowy , także komu było mało mógł się wyżyć porządnie.
Reszta zdjęć z przeprawy tutaj : http://atvkielce.pl/Bloger_wyprawowy/Wyjazd_rodzinny_Atv_Kielce_Izby_7_102010_r.html
Po wyprawie zjechaliśmy do „bazy” , mieliśmy jechać na kulig rodzinny , na saniach z końmi , ale niestety roztop śniegu był tak duży , że zabawa została odwołana. Było to przykre dla dzieciaków bo bardzo na to liczyli , ale na szczęście niektórzy tatusiowie postarali się i zapewnili atrakcje swoim dzieciakom.


Dzień minął, nastał wieczór, w którym mieliśmy wspólne ognisko. Później mieliśmy kolejną imprezę, na której także się działo. Podczas posiłku oglądaliśmy na rzutniku zdjęcia z naszej wyprawy. Śmiechu co niemiara. Gdy już atmosfera się „rozluzowała” … :

…. zaczęły się tance , a gwoździem programu było karaoke. To już zostawię bez komentarza.
Ogólnie wyprawa rodzinna udała się w 100% , trochę pogoda popsuła się bo w sobotę wiec w niedziele odwołaliśmy zaplanowaną jazdę na nartach i po śniadaniu wyruszyliśmy do domu z uśmiechem na twarzy, a ten uśmiech zawdzięczamy Yarowowi !!!

Dziękujemy Koleżko !!!
Grzegorz Gruszka / gruchawek
Zobacz wszystkie zdjecia z galerii klikając TUTAJ


