Drogi czytelniku w tym uroczystym dniu chciałbym niniejszym życzyć Ci sukcesów w życiu quadowym i osobistym. Z okazji Twego święta pragnę gorąco i serdecznie przywitać Cię w gronie itd, itp. … tra ta ta ta.
Zdziwiony? Pytasz, co jest grane, jakie święto?
Otóż miły entuzjasto quadingu w Twoim kalendarzu dzień, w którym czytasz ten tekst możesz sobie zakreślić dużym czerwonym kółkiem, a nawet zachęcam Cię abyś w dolnej prawej części owalu umieścił czerwoną kreseczkę tak aby w efekcie wyszło Ci wielkie „Q”.
Bo tego dnia właśnie rozpoczniesz nieodwracalny proces, który trwał będzie czas jakiś i doprowadzi Cię do momentu aż powiesz dumnie o sobie „Ja quadowiec”.

Rozumiem Twoje ewentualne zdziwienie, a może nawet rozczarowanie. Myślisz, jak to przecież pod wpływem tego cyklu felietonów kupiłem quada, każdego weekendu taplam się w błocie i czochram piękne kolorowe spodnie po krzakach, startuję w zawodach, „wyrywam laski”, kłócę się z żoną, więc chyba do jasnej ciasnej jestem quadowcem?
No niestety, nie jesteś. Ale wkrótce będziesz, wujek Yarow tak Cię nie zostawi, czytaj dalej uważnie i postępuj zgodnie z instrukcjami, a niedługo staniesz się wybitnym autorytetem w dziedzinie quadziarstwa. Czy naprawdę sądzisz, że do tego aby być quadowcem potrzebny jest quad? Serio myślałeś, że koniecznie musisz upaprać się w terenie aby zdobyć uznanie i szacunek quadowej braci? Zapewniam Cię, że po tym wszystkim czego dokonałeś dotychczas w tej dziedzinie jesteś zaledwie posiadaczem quada aktywnie korzystającym z faktu jego własności i póki co nic więcej.
Dobrze więc, aby stać się quadowcem należy ……., zaraz , zaraz, po kolei najpierw opowiem Wam moją historię. Było tak. Dawno, dawno temu jeden z moich kolegów przeżył straszną tragedię. Podczas wiosennej komisji poborowej okazało się, że coś z jego papierami było nie tak i został biedak wcielony do armii. Jago dramat był tym większy, że otrzymał przydział do zaszczytnej służby w wojskach pancernych czyli miał bronić granic ojczyzny i pokoju na świecie jako czołgista. Wiadomo, że stare polskie przysłowie mówi „przeje…….. jak w czołgu”, dlatego też zawsze ilekroć ów nieszczęśnik zjawiał się na przepustkę jego dola pancerniaka była głównym tematem opowieści podczas spotkań towarzyskich, w których i ja uczestniczyłem. Słuchałem zatem relacji spod pancerza i utożsamiałem się z ciężkim losem przyjaciela. Po pewnym czasie moja wiedza w zakresie „czołgownictwa” była na tyle duża, że całkiem spokojnie mógłbym wygrać nie jeden teleturniej poświęcony tej jakże pasjonującej tematyce. Kiedy mój kolega po dwóch latach służby wrócił do domu w randze podporucznika ja byłem już na tyle doświadczonym pancerniakiem, że spokojnie czułem się na siłach poprowadzić do zwycięstwa wojska sprzymierzone podczas pancernej bitwy o Bagdad w wojnie irackiej. Ja, który nigdy nie widziałem czołgu, nawet z daleka. Jestem przekonany, że wielu moich znajomych z tamtych czasów do dziś uważa mnie za eksperta w tej dziedzinie.
Po co wam to opisuję i jaki ma to związek z waszą przemianą w quadowca? Ta króciutka powiastka z życia autora ma zilustrować zasadę, na której opiera się między innymi filozofia promocji i marketingu czyli „rzeczywistość nie jest taka jaka jest naprawdę, a jedynie taka jak ją postrzegamy”. Ponieważ czytelnik magazynu ATV Sport jest inteligentnym czytelnikiem zrozumiał zatem, że quadowcem zostajemy nie w momencie kiedy kupujemy maszynę i katujemy ją oraz siebie na wertepach ale wtedy kiedy inni zaczynają nas za quadowca uważać. Wtedy właśnie stajemy się częścią środowiska quadowego i możemy do woli pławić się w splendorze czterokołowego blichtru. Teraz dochodzimy do sedna czyli sprawiamy odpowiednie wrażenie na kim trzeba i zaczynamy stawać się quadziarzem przez wielkie „Q”. To banalnie proste i nie wymaga wydawania furmanki pieniędzy na jakiegoś gruchota ani tym bardziej nie naraża naszych sił witalnych na różnego rodzaju dyskomforty związane z przebywaniem w terenie. Ot tak po prostu siedzimy sobie wygodnie przed komputerem, pijemy kawkę albo coś innego i klikamy, klikamy, panie i panowie, klikamy.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |

Są 2 rodzaje porad fachowych, na które jest zapotrzebowanie wśród ludzkości, a mianowicie:
jakiego quada kupić oraz jak coś naprawić? W pierwszym przypadku wszystko opiera się na utartych stereotypach funkcjonujących w tzw. „kręgach zbliżonych do….”. Jeżeli zatem udzielając rekomendacji będziesz się trzymał tych opinii to „nowi” uznają Cię za znawcę, a „starzy” nie wyśmieją tylko przytakną. Czyli aby móc udzielać fachowych rad musisz wiedzieć, że; „chińczyki” są do bani, Kingom gną się przeguby, Grizlakom przemaka wspomaganie, Bruty się psują i przewracają na zakrętach, Bomby mają super silniki i „badziewną” resztę, a Hondy są bezawaryjne ale mają za mało mocy. Problem robi się przy pojazdach marki Polaris bo tu musisz wykazać rewolucyjną czujność i wiedzieć dokładnie gdzie piszesz swoje opinie. Z „Polarkami”, jest tak, że Ci którzy ich nie mają uważają je za totalnie wadliwe, natomiast ich właściciele twierdzą, że to jeżdżące ideały i są na punkcie krytyki bardzo wrażliwi. Więc zanim napiszesz coś przykrego o Polarisie upewnij się, że nie jesteś na stronie ich fanklubu bo możesz narobić sobie wrogów. To wszystko. Koniec lekcji.

I już! Posiadłeś właśnie szczegółową wiedzę ekspercką w zakresie „quadoznawstwa”.
Zwykle schemat dialogu forumowego dotyczący kupna pojazdu czterokołowego wygląda tak.
Zainteresowany kupnem pisze posta : Co polecacie dla faceta 180cm, 85kg do 5tys?
Odpisujecie: Za 5tys to nic fajnego nie kupisz chyba, że chińczyka ale się psują więc nie polecam. I napisz do jakich celów chcesz quada używać, zawody czy jazda po błocie?
Zainteresowany odpisuje: do jazdy po lesie w niedzielę z żoną ale czasami może wystartowałbym w zawodach. Chciałbym też móc przewieść cegły albo ziemniaki z pola.
Teraz Wy: to tylko przeprawówka, ale za 5tys nowego nie kupisz, dołóż trochę i szukaj używanego japończyka bo jest lepszy niż nowy chińczyk.
Teraz on zaczyna w kolejnych 200 postach podsyłać linki z Allegro na których widać cudne maszyny w rewelacyjnym stanie za śmieszne pieniądze (jeśli pamiętacie Straszą Panią z poprzedniego felietonu to wiecie co mam na myśli ). W odpowiedzi Wasza rola ogranicza się teraz do przytaczania opinii o poszczególnych modelach quadów (patrz wyżej). Po pewnym czasie zainteresowany przestaje być zainteresowany bo okazuje się, że go na quadziarstwo zwyczajnie nie stać ale to nie nasza sprawa bo w międzyczasie udzielamy już porad innym quadomaniakom. Zobaczysz działa bez pudła!
Jeżeli natomiast chodzi o porady techniczne to tu już trzeba posiadać pewien zasób realnego doświadczenia oraz znać się chociaż odrobinkę na tych zimeringach, cybantach, szpejach i całej reszcie. Niestety, najbardziej zaawansowaną czynnością serwisową, którą autor niniejszego poradnika potrafi wykonać samodzielnie jest napompowanie koła, a szczytowym jego osiągnięciem konstrukcyjnym było sklecenie na zajęciach technicznych w szkole podstawowej karmnika dla ptactwa. Dlatego w zakresie mechaniczno-servisowym kolega Yarow milczy i głosu nie zabiera.
Za to w kolejnej części pokażę jak dzięki umiejętnej narracji zostać bohaterem quadowego kina akcji, oczywiście bez wychodzenia z domu ma się rozumieć.
Jarosław Wiatrowski/yarow


