Tak się niestety stało, że polska quadowa rzeczywistość w aspekcie płciowym ewoluowała niesymetrycznie czyli quading w naszym pięknym kraju to zdecydowanie męska dziedzina. Owszem wiem, że są niewiasty pomykające z wdziękiem na czterokółkach, niemniej jednak prawdopodobieństwo spotkania quadziarki jest zbliżone do szansy zobaczenia Orła Bielika. Dlatego też szanowne czytelniczki pokornie proszę Was o wybaczenie, że poniższy felieton został napisany pod kątem męskiej większości dominującej na torach i trasach. Niestety ze względu na grupę docelową, do której jest kierowany, tekst nie uwzględnia damskiej wrażliwości i kobiecego poczucia estetyki. W zamian za to pełen jest rubasznego samczego żargonu i prymitywnych sformułowań. Nie sądźcie proszę drogie panie iż jestem typową szowinistyczną męską świnią ale liczę na Wasze zrozumienie, że my faceci czasami musimy pogadać o sprawach niedostępnych dla piękniejszej połowy świata. Pismo ATV Sport oferuje Wam wiele pasjonujących artykułów w czytaniu których można się całkowicie zatracić niczym w powieści spod znaku Amora. Zdecydowanie zachęcam Was do lektury, testów, relacji, nowinek ze świata ATV i wszystkiego innego, co tylko znajdziecie na łamach, ale akurat ten skromny felietonik możecie sobie spokojnie darować. Dzięki.

No panowie, chyba zostaliśmy sami więc czas przejść do sedna tego całego zamieszania,
a dzisiaj będzie o uwodzeniu płci przeciwnej czyli tak zwanym „wyrywaniu lasek”.
Rwać będziemy oczywiście „na quada” w końcu niech ta kupa żelastwa i plastiku nam się wreszcie jakoś odwdzięczy z nasze starania, za dbałość, za te hektolitry etyliny i w ogóle. Czas najwyższy bo lato tuż, tuż.
Pojazd był zawsze doskonałym narzędziem pomagającym zawierać znajomości z kobietami. Zarówno młodziutkie podlotki jak i te bardziej dojrzałe panny potrafiły docenić wyjątkowość i piękno maszyny, a część z tego splendoru spływała na jej właściciela, co w sposób drastyczny zwiększało jego szanse na przychylność w zakresie bliższego poznania.
Pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu zajechanie po dyskotekę dziesięcioletnim Golfem II, gwarantowało lawinowy wzrost liczby koleżanek. Niestety te czasy bezpowrotnie minęły
i dzisiaj kiedy ulice naszych miast nie odbiegają pod względem motoryzacyjnym od Paryża czy Rzymu coraz trudniej zaimponować kobiecie samochodem. Wiecie kochani koledzy jakie auto trzeba mieć aby współcześnie wciąż być atrakcyjnym w tej rywalizacji. No niestety takie, które większość z nas może sobie jedynie zobaczyć w programie Top Gear. Ale o ile nowiutkie BMki i Merole już się opatrzyły, a wyjące motocykle to dla dzisiejszych bywalczyń dyskotek zwyczajna nuuuuuda o tyle pośród tego całego złomu niewartego ich uwagi jest coś co wciąż budzi jeszcze damską ciekawość. Coś co intryguje, co się jeszcze nie opatrzyło, wreszcie coś co fascynuje i jeżeli część tej fascynacji przejdzie z maszyny na posiadacza tejże maszyny to wtedy ………..!
Oczywiście drogi czytelniku wiesz jakiego rodzaju maszynę mam na myśli? Każdą moją quadową wycieczkę rozpoczynam w centrum dużego osiedla, podróżując uliczkami pomiędzy blokami, domami, sklepami i innymi obiektami miejskiej infrastruktury widzę jak społeczeństwo reaguje na turlającego się dostojnie quada. Przy czym jako typowy przedstawiciel płci brzydkiej szczególnie bacznie obserwuję reakcje tej części społeczeństwa, którą w badaniach socjologicznych określa się jako „populacja młodych kobiet”.
Reasumując, przy pomocy quada będziemy oddziaływać na grupę atrakcyjnych reprezentantek płci odmiennej celem zawarcia znajomości lub przeżycia wspólnej romantycznej przygody. Zatem do dzieła panowie!
Przede wszystkim do „rwania lasek” na quada potrzebujemy quada.
Przypuszczam, że wszyscy czytający pismo ATV Sport mają lub planują posiąść
w przyszłości tego rodzaju pojazd, co znacznie uprości sprawę. Można oczywiście próbować „rwać” na sprzęt z wypożyczalni, nie mniej jednak metoda ta nie jest rekomendowana ze względu na specyficzne wymogi stawiane czterokołowcowi o tak specjalistycznym przeznaczeniu.
Ci z was którzy nie mają jeszcze quada są uprzywilejowani ponieważ po przeczytaniu niniejszego poradnika będą jasno wiedzieli pod jakim kątem prowadzić poszukiwania pojazdu i unikną kosztów oraz stresu związanego z koniecznością prowadzenia prac przystosowawczych. Ci którzy już mają quada powinni realizować następujący harmonogram działań.
Na początku w trybie pilnym udajemy się do miejsca postoju naszej maszyny i sprawdzamy kolor oraz rodzaj posiadanego przez nas quada. O ile typ pojazdu ma pewne znaczenie albowiem decyduje o sposobie „rwania” (inaczej „rwiemy” na ośkę inaczej na przeprawówkę)
o tyle kwestia koloru jest sprawą absolutnie fundamentalną i decydującą.
Jednym słowem wzorem pana H. Forda powiem, że quad do „rwania” może być każdego koloru pod warunkiem, że będzie to kolor czarny. Wieloletnie obserwacje przyrody dowodzą, że facet w pojeździe koloru czarnego jest o 50% bardziej męski od gościa w aucie innej barwy, jeżeli do tego dołożymy strój sportowy i aerodynamiczną fryzurę jego współczynnik męskości przyrasta w postępie geometrycznym, a co za tym idzie jago szanse w dziedzinie „wyrywania” rosną wielokrotnie. Te prawa natury przeniesione z automobilizmu mają interdyscyplinarne zastosowanie i działają również w świecie quadów.

Dlatego drodzy czytelnicy jeżeli w toku oględzin okaże się, że wasz pojazd jest innego koloru niż czarny macie 2 wyjścia.
Pierwsze wyjście to sprzedajecie jakiemuś frajerowi sprzęt, na który nic nie da się wyrwać
i kupujecie coś czarnego.
Wyjście drugie, zamykacie garaż na kłódkę i udajecie się na ryby bo ten sezon i tak macie z głowy.
Jeżeli jednak wasza czterokółka jest w odcieniu „black” to niniejszym zrobiliście milowy krok na drodze do sukcesu. Ale to zaledwie początek drogi, teraz czarną maszynkę trzeba stuningować. Interesuje nas wyłącznie tuning optyczny, silnik i inne bebechy nie grają w tej dziedzinie żadnej roli. Poruszamy się głównie powoli dumnie spoglądając dookoła i sycimy się wiszącym w powietrzu pożądaniem.
Właśnie dlatego do rwania bardziej nadaje się przeprawówka niż ośka, ponadto do sprzętu 4k możemy zastosować mnóstwo dodatków znacznie podnoszących współczynnik lansu, co zdecydowanie zwiększa nasze szanse na udane łowy. Przechodzimy zatem do etapu drugiego i ozdabiamy naszą czterokołową broń, a właściwie powinienem napisać przynętę.
Prace tuningowe zaczynamy od kół. Kółka zakładamy w możliwie największym rozmiarze i ubieramy je koniecznie w najbardziej błotne opony o jakich tylko słyszeliśmy. Oczywiście, że nie będziemy, broń Boże jeździć po żadnym błocie, ale quad ma sprawiać wrażenie agresywnego potwora, dla którego nie istnieją ograniczenia. A my mamy sprawiać wrażenie, że jesteśmy pogromcą tej bestii. Koniecznie montujemy wyciągarkę, a na bagażnikach instalujemy sprzęt niezbędny do przebycia amazońskiej dżungli czyli maczetę, saperkę, zwoje lin, szperacz itp. Dla wzmocnienia efektu i podniesienia poziomu realizmu, tak „wypasioną” maszynę musimy teraz ubrudzić. W tym celu szukamy stosownej kałuży, najlepiej już wysychającej i przy pomocy zmoczonej w niej szczotki lub dużego pędzla tzw. ławkowca nanosimy techniką chlapania błotny deseń. Ekstremalnie istotne jest pokrycie błotem przednich świateł, co wyraźnie sugeruje, że pokonywanie bagien i rzek to dla nas chleb powszedni. Uważamy natomiast aby nie uciapać błockiem siedzenia oraz tylnej części pojazdu, bo przecież tam właśnie wyląduje nasza zdobycz, a która ślicznotka zaryzykuje ubrudzenie odzieży nawet podczas przejażdżki z herosem? Ostatnim już elementem wyposażenia naszego pojazdu dopełniającym całości wizerunku jest kask. Nie, nie mylę się! Kask jest wyposażeniem pojazdu, a nie kierowcy. To przecież oczywiste, że w naszej sytuacji nie będziemy nic zakładać na głowę, musimy go natomiast zamontować trwale na tylnym bagażniku i ewentualnie naciągnąć na niego gogle. Kask jest nieodłącznym towarzyszem twardziela, ale jedynie w momencie kiedy tenże twardziel dokonuje czynów nadludzkich.
My akurat będziemy w sposób ciągły twardzielem w fazie przerwy pomiędzy tymi czynami, dlatego kask będzie sobie spokojnie spoczywał z tyłu i groźnie wyglądał.
Sprzęt mamy w zasadzie gotowy, teraz musimy zadbać o siebie aby wraz z maszyną pięknie
i harmonijnie się komponować, rzec by można stanowić integralną jedność.
W tym celu zakładamy buzer. To najważniejszy fragment naszego stroju albowiem poprzez ten kawałek plastiku podkreślamy naszą bezkompromisowość i skłonność do ryzyka.
Oczywistą oczywistością jest przecież, że jeżeli ktoś nosi buzer to znaczy już od śniadania wyczynia backflipy i inne hardcorowe sztuczki. Wiadomo, ze ktoś taki w żyłach zamiast krwi ma mieszankę adrenaliny i stuoktanowego paliwa, a jego „kojones” są zrobione z tytanu.
Poza tym buzer powoduje, że każdy jego użytkownik posturą przypomina rzeźby Fidiasza.
Jako okrywę wierzchnią stosujemy sprawdzony dresik (oczywiście markowy) przy czym pamiętamy o jego rozsunięciu w przeciwnym razie stracimy jakże ważny efekt buzera.
Obuwie dowolne, może być sportowe (markowe) ale dozwolone są również tak lubiane
w naszym środowisku mokasyny z frędzelkami. Teraz jesteśmy już quadową doskonałością
i po spojrzeniu w lustro możemy ruszać na polowanie. Koledzy, owocnego rwania !
Szanowne czytelniczki (jestem przekonany, że parę kobiet jednak to przeczytało) i drodzy czytelnicy do napisania tego tekstu wyśmiewającego quadowych lanserów sprowokowała mnie autentyczna sytuacja, która miała miejsce rok temu w Kazimierzu Dolnym.
Podczas upalnej niedzieli pomiędzy spacerowiczami zaludniającymi gęsto kazimierski rynek poruszał się na czarnym Outlanderze jeździec dokładnie pasujący do mojego opisu.
Co jakiś czas znikał aby ponownie pojawić się wśród tłumu z nową panną w charakterze pasażerki. Traf sprawił, że w tym samym czasie na rynku swoje Porsche zaparkowała jedna
z gwiazd polskiej telewizji i z dumą prezentowała się na jego tle. I wiecie co?
Więcej osób obserwowało czarnego Bombardiera, więc chyba coś w tym musi być?
Jarosław Wiatrowski / yarow
grafika: gruchawek


