Otóż jest taki wskaźnik w polskiej mentalności narodowej pokazujący bezbłędnie, że coś przestało być obojętne, a zaczęło zajmować część myśli i kierować postępowaniem niektórych „życzliwych i prawych obywateli”. Po prostu quady zaczęły przeszkadzać.
Jest u nas tak, że jeżeli coś ma charakter ciekawostki, jest traktowane z litościwym pobłażaniem z jakim tak zwani „normalni” ludzie odnoszą się do nieszkodliwych dziwaków. Kiedy tolerancja dla zjawiska zaczyna zanikać i przeradza się we wrogość w stosunku do odmieńców to znaczy, że społeczeństwo dostrzegło istnienie danego faktu. Wówczas natychmiast znajdują się tacy, którym nowość odbiera sens egzystencji i ci właśnie ruszają do boju budując front sprzeciwu..
Zjawisko to narasta z każdym dniem, co i rusz media donoszą o dewastowanej przyrodzie, o tym że praworządni obywatele są terroryzowani przez zwyrodnialców na quadach grasujących po osiedlowych blokowiskach. Policja i straż leśna dzielnie walczy w obronie masakrowanej natury ale wobec siły najazdu quadowej hordy jest bezradna. Problem stał się na tyle duży, że w sprawę włączyli się ojcowie narodu, nasi politycy. Ci wybitni mężowie podeszli do sprawy z właściwą sobie finezją oraz polotem i wymyślili prawo jazdy na quada.
Oh jakże piękne i spokojne było moje życie jaszcze kilka lat temu. Siedział sobie człowiek w fotelu, popijał piwko, przełączał kanały w TV, a to na mecz popatrzył, a to 739 odcinek serialu zobaczył i się wzruszył losem bohatera. Moja kablówka ma 85 kanałów więc naprawdę było co robić, ehhh stare dzieje!
Nie wiem doprawdy, co mnie podkusiło, że to zrobiłem, że wziąłem odłożone na czarną godzinę oszczędności i kupiłem bestię, oj znać w tym wszystkim czarcie podszepty, teraz to wiem.
Ale to dopiero początek ciągu wydarzeń które przyczyniły się do mego upadku i sprawiły, że z normalnego człowieka stałem się wrogiem publicznym i wielokrotnym przestępcą.
Sprawy zabrnęły juz za daleko, muszę się wreszcie do tego przyznać, zrzucić z siebie ten ciężar, tu i teraz. Otóż popełniłem zbrodnię, któregoś dnia wjechałem quadem do lasu.
Wiem, wiem zasługuję na potępienie i nic mnie nie usprawiedliwia. Podczas bez mała dwuletniej bandziorski skrzywdziłem wielu ludzi przejeżdżając obok nich. Jestem przekonany, że opony mojego potwora zakłóciły egzystencję niejednego żuka, zmąciły kijankom wodę w niejednej kałuży. Dopuszczam nawet myśl, że o zgrozo, pokraczne zderzaki mogły złamać jakąś gałązkę, a wyziewy z obmierzłej rury wydechowej z pewnością są powodem zmian klimatycznych. Nawet boję się pisać o tym co jeszcze mogłem przewinić, a przecież takich jak ja jest więcej. Masakra!
Na szczęście dla planety i dobra ludzkości znaleźli się herosi, którzy nie wystraszyli się zła na czterech kołach i postanowili walczyć. Tym właśnie bezimiennym bohaterom chciałbym niniejszym tekstem złożyć hołd i podziękować za jakże słuszne i prawomyślne tępienie zjawiska quadziarstwa rozlewającego się niczym zaraza po polskiej krainie.
Pragnę wyrazić wdzięczność dla mieszkańców wioski, którzy obrzucili kamieniami mojego kolegę przejeżdżającego publiczną drogą opodal ich gospodarstwa. Niestety miał kask więc nie bolało go wystarczająco i pewnie niedostatecznie zrozumiał swoje winy. Cóż pech, ale następnym razem, kto wie?
Mój bezgraniczny podziw budzi heroizm mężczyzny, który na torze quadowym zakopywał betonowe fragmenty stropu z wystającymi z ziemi prętami zbrojeniowymi. Wyobraźcie sobie jakże sprawiedliwym zadośćuczynieniem krzywd byłoby wjechanie rozpędzonego quada na taką przeszkodę. Niestety pana zdemaskowano i ta przemyślana akcja została udaremniona.
To się nazywa bezinteresowne poświęcenie dla ogółu, wielki szacunek!
W tej szlachetnej walce z quadami nie do przecenienia jest rola massmediów, które jakże słusznie demaskują wybryki łobuzów donosząc o spustoszeniu jakie czterokółki czynią w biotopie, a to że czasami mylą quady z motocyklami czy samochodami jest kompletnie bez znaczenia bo i tak racja jest po ich stronie.
Wielkie dzięki należą się również tym bezimiennym, schowanym za nickami uczestnikom dyskusji na forach internetowych, którzy mobilizują naród do walki poprzez dzielenie się swoimi ideami zmierzającymi do wytrzebienia plagi quadingu. Ileż geniuszu jest w pomyśle rozwieszania linek pomiędzy drzewami lub kopania rowów w poprzek leśnych ścieżek tak ulubionych przez quadowców. No pomyślcie tylko, co za widok, złoczyńca ściągnięty z maszyny i w dodatku bez głowy, boki można zrywać ze śmiechu.
Jakiż niewyobrażalny bezmiar cierpienia znosi mój znajomy, posiadacz działki niedaleko drogi którą co jakiś czas podróżują szaleńcy na quadach. Ten nieszczęsny człowiek przynajmniej raz w tygodniu przez jakieś 20 sekund jest katowany rykiem silników nic zatem dziwnego, że będąc u kresu wytrzymałości zaprzysiągł zemstę swoim prześladowcom. Zobaczycie, nadejdzie taki dzień, że na drodze rozsypie gwoździe, aby sprawiedliwości stało się zadość.
OK, ulżyło mi! Koniec z sarkazmem, spróbuję dobrać się do sedna.
Być może niektórzy czytelnicy potraktowali ten tekst jako prowokację, być może inni znaleźli w nim nutę skargi, a jeszcze kolejni nieźle się podczas lektury ubawili. Każdy ma prawo do własnej interpretacji ale tak naprawdę poprzez niniejszy artykuł pragnę odnieść się do problemu postrzegania subkultury quadowej przez resztę społeczeństwa. Niestety wizerunek ten zdaje się ewoluować w stronę niekonieczne pożądaną przez entuzjastów tego sposobu rekreacji. Co zatem jest tego przyczyną, kto jest winny, czy to quadowcy są tak złośliwi
i zdeprawowani, czy to zawistni ludzie niesłusznie się ich czepiają?
Jestem już starym człowiekiem i doświadczenie życiowe mówi mi, że prawda jak zwykle leży po środku.
Przytoczone powyżej przykłady zachowań są niestety prawdziwe, można je mnożyć i dla pasjonatów quadingu są one smutną codziennością. Z drugiej jednak strony trudno dziwić się ludziom mającym pretensję do szaleńców popisujących się brawurową jazdą na plaży pomiędzy bawiącymi się w piasku dzieciakami. Wyobrażam sobie gniew gospodyni, która w upalny dzień wywiesiła pranie na tarasie i musiała je wyrzucić po tym jak tuman kurzu wzniecony przez pędzące quady pokrył je czarnym pyłem. Wielokrotnie też słyszałem o osobnikach odwiedzających na swych czterokołowych maszynach rezerwaty przyrody i tereny parków narodowych, to druga, również prawdziwa strona medalu.
Czy zatem można oddawać się pasji jazdy w terenie bez narażania na dyskomfort innych i przy poszanowaniu natury?
Szukając odpowiedzi na postawione pytanie na wstępie pragnę zaznaczyć, że sytuacje takie jak jazda po plaży wypełnionej ludźmi, jazda po chodniku czy terenach przeznaczonych do rekreacji pieszej i rowerowej są głęboko naganne wręcz oburzające. Każdy rozsądny i odpowiedzialny użytkownik quada to wie i nigdy nie pozwala sobie na takie wyczyny. Niestety zawsze jest tak, że jeden pozbawiony rozumu szaleniec kreuje opinię o całym środowisku. Tak już było wielokrotnie i pewnie będzie jeszcze nie raz. Cóż mamy demokrację i wolny rynek toteż quady są pojazdami dostępnymi powszechnie także dla tych, którzy za nic mają współobywateli i przyrodę. Zachowania posiadaczy quadów są wynikiem wpojonego im systemu wartości, kultury osobistej i mentalności, czyli „czego Jaś się nie nauczył tego Jan nie będzie umiał”. Dlatego wszelkiego rodzaju sankcje, zakazy pościgi itp. nie rozwiążą problemu, podobnie jak nie można rozwiązać problemu pijanych kierowców, wszystko zależy od ludzi. Są tacy, których zakazy i ograniczenia wręcz motywują do ich łamania, a społeczne potępienie dodaje im jeszcze dodatkowej satysfakcji, ale to naprawdę margines, taka łyżka dziegciu w beczce miodu.
Znam środowisko quadowe i wiem, co piszę. Jestem przekonany, że tak jak wśród quadowców olbrzymia większość to przyzwoici szanujący prawo i przyrodę obywatele, tak i pośród reszty społeczeństwa fanatyczni pogromcy quadowego zła to zaledwie jednostki.
Kłopoty i nieporozumienia powstają wtedy kiedy ci nieodpowiedzialni trafiają na tych złośliwych.
Razem z kolegami podróżujemy quadami po okolicznych bezdrożach i naprawdę bardzo sporadycznie dotykały nas jakieś nieprzyjemności z tego tytułu. Spotykani po drodze ludzie z reguły przychylnie odnoszą się do naszej grupy, rozmawiają, robią zdjęcia, zadają pytania.
Nikt nie zgłasza pretensji, że kolumna quadów powoli i ostrożnie przejeżdża koło jego posesji lub polną drogą obok jego pola. Oczywiście, że na przyjazne traktowanie trzeba sobie zasłużyć, ale to nie jest takie trudne wystarczy zwolnić żeby silnik pracował ciszej, żeby się nie kurzyło, żeby nie wystraszyć niemowlaka w wózku i pieska na smyczy, trzeba pomachać do dzieciaków pozdrowić rowerzystów i przepuścić furmankę, a wszystko będzie dobrze i nikt nie będzie się skarżył do gazet. Tak jak pisałem wszystko zależy od ludzi i ich podejścia do problemu.
Prawdziwi miłośnicy czterokołowców szanują innych użytkowników świata, a w tym co robią przestrzegają norm i zasad pozwalających na bezkolizyjne funkcjonowanie w społeczeństwie.
Pasjonaci ATV stworzyli nawet coś takiego jak „Kodeks Quadowca” formalizujący te reguły, chociaż wynikają one z ogólnie przyjętych zasad dobrego wychowania i nie powinny być obce żadnemu człowiekowi.
Mam nadzieję, że w pewnym stopniu oświetliłem problem z obu stron i teraz ocenie Państwa pozostawiam wnioski, licząc przy tym na zrozumienie niezręcznej sytuacji w jakiej cała rzesza miłośników off roadu jest stawiana prze kilku nieodpowiedzialnych i niewychowanych łobuzów.


