Na nocną wyprawę jak widać na załączonych fotkach dotarliśmy lawetą, która wywiozła nas 75 km od Kielc, do miejscowości Słaboszów. Na miejscu byliśmy około 18. Szybki rozładunek, herbatka w prawdziwym barze "Mordowni" i ruszyliśmy w trasę. Trochę na "pałę" trochę po GPS'ie. Jedno wiadomo, w ciemnościach w lesie człowiek nie ma żadnej orientacji. Stanowiło to dla nas nie lada wyzwanie. Pierwszym punktem docelowym miał być tor w Konarach, który był oddalony od startu o 20 km w linii prostej. Dotarliśmy do niego po przejechaniu około 60km na miejscu byliśmy o 2 w nocy. Tam odbyła się mala biesiada i dzieliliśmy się wrażeniami po przebytym ciężkim, technicznym odcinku. Następnie ruszyliśmy w dalszą drogę, która okazała się wcale nie taka prosta ze względu na masę rowów melioracyjnych, które należało pokonać. Dodatkowym urtudnieniem była minusowa temperatura. Do celu dotarliśmy o godzinie 6:30 po przejechaniu 150 km, krótka kąpiel na torze w Piekoszowie i znowu mała biesiada w garażu. Jak dla mnie bomba! Na pewno piszę się na następną nocną wyprawę.
Rafik


