Kolejna ciekawa wyprawa po naszych terenach, ale zaczne od początku ...
.... a więc na początku był .....była biegunka. Tak kolega spinał uda, że aż mu oponą pociekło, tzn złapał kapcia. Po kilkunatu minutach mordeczego zabiegu odzyskiwania sprawności quada, ruszyliśmy dalej w las. Błotko nawet klasa, ale nie wiele , drzew od pierona,a wieć Camaro miał rację. Ja na niedokręconych kołach gnałem , chłopaki w jeansach poginali, aż mi zimno było. Pare przygód było, ale wyprawa spokojna, pomijając Wawra, ktory wrócił szczęśliwy do domu na holu! Po drodze spotkaliśmy kibiców - ekipa "daremny tród". Wszyscy zaobsorbowani poczynaniami Wawra, nie zauważyli jak Romek morduję się z własną bestią. Na szczęście pomagał mu regionalny ochotnik w pieknych, lśniących, z podwójnym filcem gumowcach.
Patrząc na każdego widziałem w oczach "obiad". Więc ... postaliśmy jeszcze trochę bo jeszcze nikt z głodu się nie zesrał.
fot. MAJU


